Przejdź do głównej zawartości

Ciasto karmelowe, lukier karmelowy

Ciasto karmelowe to 54. zrealizowany przepis z dostępnych 108.  

Świętuję zatem półmetek projektu 🎉.  Realizację przepisów zaczęłam w lutym 2022 roku. To już niemal 4 lata, ale piekę i gotuję tylko wtedy, gdy mam na to czas. Poza tym, z nikim się nie ścigam :). 

Tymczasem wracam do ciasta. No cóż... Nie jestem pewna, czy pokrywający ciasto lukier powinien tak właśnie wyglądać. Podane w przepisie 3 szklanki cukru (na ciasto pieczone w blaszce o wymiarach 20 cm x 20 cm) nieco mnie zaniepokoiły, ale przepis, to przepis. Nie udało mi się uzyskać gładkiej konsystencji, lukru wyszła jakaś kosmiczna ilość. 

Może to błąd w druku? Może miało być 2/3 szklanki zamiast podanych trzech? Czy ktoś ma książkę z przepisami Maud w j. angielskim? Będę wdzięczna za sprawdzenie ilości podanego w przepisie brązowego cukru. 

W wolnej chwili przygotuję lukier z niecałej szklanki cukru. Może wtedy, w połączeniu z mlekiem ładnie się skarmelizuje. Dam znać :).

Jeszcze dodam, że ciasto wyszło bardzo smaczne, ale lukier poszedł w odstawkę.

 

 



 "Kuchnia z Zielonego Wzgórza" przepis: Ciasto karmelowe, lukier karmelowy ze strony 79

55 przepisy zrealizowano

53 pozostały do zrealizowania

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niby-wiśniowy placek, ciasto na placek Maud

Wprost nie wypadało zacząć moich działań kulinarnych od realizacji innego przepisu niż ten na (słynny wśród znawców biografii L. M. Montgomery i uwielbiany przez jej syna Stuarta) niby-wiśniowy placek . Upieczony placek pięknie pachnie owocami, nadzienie jest miękkie, a ciasto przyjemnie chrupiące.  Dodam jeszcze, że użyte przeze mnie do przygotowania nadzienia  suszone owoce żurawiny były przez producenta dosłodzone, zatem znacznie zmniejszyłam podaną w przepisie ilość cukru.      Niby-wiśniowy placek piekłam już dwa razy, ale mam w planach upiec z tego przepisu jeszcze ciastka, ponieważ niby-wiśniowe ciastka właśnie (zapakowane w puszki) Maud zawoziła swojemu synowi na uniwersytet w Toronto. (RW)    

Trzy lata w butelce czyli czas na efekt

Minęły już trzy lata, odkąd nastawiłam wino mniszkowe i rodzynkowe. Przez cały ten czas cierpliwie dojrzewały w piwnicy, czekając na swój moment. I wreszcie – w kwietniu – nadszedł czas wielkiego otwarcia: degustacja i oczywiście okolicznościowa sesja.  Nie jestem koneserką win, ale mniszkowe zaskoczyło mnie swoją słodyczą i delikatnym, ziołowym posmakiem. Z kolei rodzynkowe okazało się bardziej wytrawne, a przy tym lekko musujące – jakby samo postanowiło dodać sobie charakteru. Oba wyszły klarowne, z delikatnym pierścieniem osadu na szyjce butelki i niewielką ilością osadu na dnie – znak, że wino pracowało do końca, ale spokojnie i z klasą.